Co dało mi prowadzenie VLOGa? Czyli więcej niż samo nagrywanie
Mój VLOG nie dawał mi tylko kolejnych filmów na YouTube. Był narzędziem do przełamywania blokad, ćwiczenia mówienia, lepszej organizacji i budowania autentycznej marki osobistej.
Prowadzenie VLOGa dało mi znacznie więcej niż tylko kolejne filmy na YouTube.
To był dla mnie sposób na przełamywanie blokad, lepsze poznawanie siebie i ćwiczenie rzeczy, których wcześniej długo unikałem. Z perspektywy czasu widzę, że to nie był wyłącznie projekt contentowy. To po prostu była bardzo rozwojowa przygoda.
Od pomysłu do realizacji minęły lata
Pierwsze przebąkiwania o własnym VLOGu miałem już w 2021 roku. Wydawało mi się, że to świetny środek do tego, żeby “dać się poznać”. Wyjść do świata w swojej własnej postaci, a nie tylko poprzez tekst pisany.
Problem polegał na tym, że teoria jest banalna, a praktyka już niekoniecznie.
“Wyciągnij telefon, włącz kamerę i mów.”
Brzmi prosto. Tylko że zanim człowiek to zrobi, w głowie pojawia się cały tłum pytań:
- “co ludzie pomyślą”,
- jak zareagują koledzy z pracy,
- czy nie będę się potem tłumaczył na każdej imprezie,
- czy to w ogóle ma sens…
I tak mijały kolejne miesiące. Aż w końcu, po kilku latach, coś się zmieniło. Nie umiem nawet precyzyjnie powiedzieć co. Po prostu wyjąłem telefon w drodze do pracy i… nagrałem pierwszy odcinek!
I dziś, choć już nie prowadzę Vloga, trudno mi żałować choćby jednego odcinka.
Inspiracje też mają znaczenie
Nie będę udawał, że wymyśliłem ten format sam od zera. Dużą inspiracją byli dla mnie Maciej Aniserowicz i Mirek Burnejko.
Obaj zaczęli swoje VLOGi wiele lat temu, a ich materiały nadal ogląda się z przyjemnością. Jest w nich coś, co bardzo do mnie trafiało: autentyczność. I właśnie to słowo było tu dla mnie kluczowe.
Jeśli mój styl momentami przypominał filmy Maćka, to nie widziałem w tym nic złego. Dla mnie to raczej sygnał, że pociągał mnie konkretny sposób komunikacji: naturalny, osobisty, bez nadmiernego nadęcia.
Tworzę kurs SSJ: Super Senior Java z Mateuszem Nowakiem i Arturem Laskowskim — powiedz nam, czego potrzebujesz. Więcej znajdziesz na SuperSeniorJava.pl!
Wypełnij ankietę →Nawet jeśli liczby nie są kosmiczne. Nawet jeśli miniatury mogłyby być lepsze. Nawet jeśli algorytm nie zawsze pomagał…
Dlaczego robiłem to właśnie wtedy?
Można zapytać: po co w ogóle robić VLOGa w momencie, w którym ten format nie jest już takim internetowym objawieniem jak kiedyś?
Moja odpowiedź jest prosta: robiłem to głównie dla siebie, nie dla samej oglądalności.
Chciałem przełamać niemoc pokazywania swojej twarzy w Internecie. Wydaje mi się, że przy budowaniu marki osobistej to bardzo ważny element. Jedni wybierają blog, inni podcast, a jeszcze inni biorą telefon do ręki i nagrywają swoje przemyślenia.
Dla mnie VLOG stał się właśnie takim narzędziem. Nie jedynym, ale bardzo ważnym.
Czego nauczył mnie VLOG?
Najbardziej widziałem kilka konkretnych korzyści.
Po pierwsze, ćwiczyłem płynne mówienie.
Po drugie, uczyłem się lepiej zbierać myśli i układać przekaz tak, żeby ktoś chciał go wysłuchać.
Po trzecie, VLOG wymuszał organizację pracy. Samo nagranie to tylko kawałek całości. Trzeba było wybrać temat, zebrać główne punkty, przygotować scenariusz, nagrać materiał, przebrać go, zmontować, wrzucić na platformę i jeszcze przygotować promocję w social mediach.
To było naprawdę dużo pracy, której z zewnątrz prawie nie widać.
I właśnie dlatego VLOG dał mi coś jeszcze: nauczył mnie skuteczności. Zmuszał do myślenia, jak robić to sprawniej, lepiej i bardziej świadomie.
Wadą też bywało to, że po prostu się nie chciało
Tworzę kurs SSJ: Super Senior Java z Mateuszem Nowakiem i Arturem Laskowskim — powiedz nam, czego potrzebujesz. Więcej znajdziesz na SuperSeniorJava.pl!
Wypełnij ankietę →Nie chcę tego idealizować.
Prowadzenie VLOGa kosztowało czas i energię. Były momenty, kiedy po prostu nie miałem ochoty siadać do montażu, układać scenariusza albo nagrywać kolejnych ujęć.
I pewnie można to uznać za wadę: tyle pracy, a korzyści nie zawsze widać od razu.
Ja jednak patrzyłem na to trochę inaczej. Dla mnie to było nadal bardziej zaletą niż wadą, bo ten wysiłek uruchamiał rozwój, którego trudno byłoby doświadczyć w wygodniejszych warunkach.
Największa motywacja? Możliwość zainspirowania kogoś
Jest jeszcze jedna rzecz, która mocno mnie napędzała.
Motywowała mnie myśl, że jedno wypowiedziane zdanie może kogoś zainspirować, pomóc mu albo zmienić jego sposób myślenia. Nie oczekiwałem tego za każdym razem, ale sama możliwość, że coś takiego może się wydarzyć, była bardzo mocnym paliwem do działania.
Jeśli po nagraniu dostawałem wiadomość, że coś pomogło drugiej osobie ruszyć z miejsca, to trudno o lepsze potwierdzenie, że było warto.
Co więc dało mi prowadzenie VLOGa?
Przede wszystkim dało mi… ruch.
Ruch w stronę większej autentyczności. Ruch w stronę lepszego mówienia. Ruch w stronę bardziej świadomej organizacji pracy. Ruch w stronę odwagi, żeby pokazywać się światu nie tylko przez tekst, ale też własną twarz, głos i sposób bycia. I ruch… na świeżym powietrzu!
Choć dziś już nie nagrywam regularnie, to wiem, że to była jedna z lepszych rzeczy, jakie mogłem dla siebie zrobić.
A może jeszcze do tego wrócę… kto wie…